wtorek, 22 kwietnia 2014

Ocenianie po wyglądzie

Dzisiaj wpis mniej biograficzny, a bardziej filozoficzny. Cholera, chyba nigdy nie byłam w tym dobra. Ale spróbuję, niech będzie.

Żyjemy w jakimś koszmarnym świecie, gdzie na piedestale postawiony jest wygląd. Szczególnie w internecie. Czasami, w ramach odstresowania się, zaglądam w dziwne części facebooka. Nie brakuje profili, gdzie ludzie mogą wysyłać swoje zdjęcia, pasujące jakoś tematycznie do treści profilu. Czasami chodzi o włosy, czasami o buty, a wczoraj widziałam nawet stronę poświęconą bladej cerze. No cóż. W każdym razie, gdy tylko na zdjęciu pojawi się dziewczyna (bo to głównie ich dotyczy) odbiegająca choćby minimalnie wyglądem od kanonów ustanowionych przez media, bardziej przy kości, nieumalowana albo z krótko obciętymi włosami od razu sypią się negatywne komentarze. Negatywne? Nienawistne! Co może kierować ludźmi, którzy nazywają innych "grubą świnią", "pasztetem" czy "krową?". Przeraża mnie to. Często pojawiają się też komentarze: "chłop czy baba?". W naszym społeczeństwie nadal jest zerowa świadomość istnienia osób trans. Nikt nie uczy, że takie pytania są zwyczajnie niestosowne lub wręcz niegrzeczne, zależy od tego, w jaki sposób sformułowane.
Pomijam kwestię, dlaczego ludzie wysyłają swoje zdjęcia na tego typu profile. To chyba jakaś wewnętrzna potrzeba dowartościowania. Jedni piszą bloga, gdzie przebija się treść merytoryczna, drudzy chcą się wybić na wyglądzie. Ech. Według mnie nie tędy droga.

Ktoś może powiedzieć, że pewnie sama mam kompleksy, skoro tak piszę. Gruba, brzydka feministka. No nie do końca. Feministka owszem, gruba niekoniecznie, a czy brzydka... Mi się mój wygląd podoba. Większości społeczeństwa nie, ale to nieważne. Po prostu nie wpasowuję się w żaden kanon. I bardzo mi z tym dobrze.